Kamil Mazek z Chojniczanki Chojnice: Odkąd pojawiło się dziecko, wszystko się zmieniło

Maciej Mikołajczyk
Kamil Mazek w ligowym meczu Chojniczanki Chojnice ze Stalą Rzeszów
Kamil Mazek w ligowym meczu Chojniczanki Chojnice ze Stalą Rzeszów Przemysław Świderski
Udostępnij:
Rozmowa z Kamilem Mazkiem, pochodzącym z Warszawy piłkarzem, który od wakacji 2020 roku spełnia się na Pomorzu. Początkowo w I-ligowej Arce Gdynia, a obecnie w II-ligowej Chojniczance Chojnice. Z tym drugim klubem chce awansować na zaplecze ekstraklasy.

Jak porówna pan swój pobyt w Gdyni z Chojnicami? Które miasto przypadło panu bardziej do gustu?
To oczywiste, że życie w Gdyni jest inne niż w Chojnicach. W tym pierwszym mieście w każdej wolnej chwili wraz z rodziną staraliśmy się wychodzić z domu i iść na plażę. Całe piłkarskie życie powtarzałem sobie, że grając w piłkę najlepiej mieszkałoby się nad morzem. To co kiedyś było dla mnie wakacjami, teraz mogło być na co dzień poza treningami. Życie w Chojnicach i okolicach jest inne, ale tutaj też można znaleźć ciekawe miejsca, jak Jezioro Charzykowskie.

Na początku grał pan na boisku jako napastnik. Chciałby pan dalej nim być czy przyzwyczaił się pan do nowej roli?
Uważam, że jest mi dobrze tu, gdzie jestem, czyli na skrzydle. Jako napastnik grałem w młodości w juniorach, gdzie nie liczyły się aż tak bardzo warunki fizyczne. Dziś, kiedy ten element jest bardzo ważny, sądzę, że lepiej sprawuję się na skrzydle, gdzie mogę lepiej wykorzystać swoje inne atuty.

Transmisja zawsze wpływa podświadomie na czynnik stresu, bo wiesz, że więcej osób Cię obejrzy i zostaniesz oceniony przez większe grono, więc musisz dobrze wypaść.

Chojniczanka do końca lutego przezimuje na drugim miejscu w tabeli. Spodziewał się pan, że po rundzie jesiennej będziecie tak wysoko?
Myślę, że przychodząc do Chojnic, miałem ambicje, aby być w czubie tabeli. Naszym głównym celem jest awans do I ligi. W trakcie rundy mieliśmy potknięcia, ale na szczęście w porę potrafiliśmy wyjść z kryzysu i wspiąć się prawie na sam szczyt klasyfikacji.

6 grudnia mecz ze Stalą Rzeszów zagraliście koncertowo. Czy transmisja w telewizji mobilizuje pana do lepszej gry czy nie ma to dla pana żadnego znaczenia?
Dziękuję za to określenie, również uważam, że zagraliśmy wtedy bardzo dobry mecz. Transmisja zawsze wpływa podświadomie na czynnik stresu, bo wiesz, że więcej osób Cię obejrzy i zostaniesz oceniony przez większe grono, więc musisz dobrze wypaść. Ja na szczęście umiem sobie z tym poradzić i trema mnie nie zjada. Cieszę się, że niektóre mecze w drugiej lidze są pokazywane w telewizji, bo jest to dodatkowy bodziec do większej automatycznej motywacji.

Można powiedzieć, że w końcu jest pan zdrowy. Jakie urazy torpedowały dotychczas pana karierę?
Pierwszą moją kontuzją, która wykluczyła mnie na niecały rok, była torbiel w kolanie. Z pozoru dość łagodny uraz, ale diagnoza trwała blisko dwa miesiące, później operacja i reoperacja. To wszystko poskutkowało przerwą w treningach przez niecały rok. Gdy wydawało się, że pech mnie opuścił, to kilka tygodni później naderwałem przywodziciel. Jak już wszystko wyglądało dobrze, kiedy dochodziłem do zdrowia w rezerwach Zagłębia Lubin i zostałem ponownie włączony do pierwszej drużyny, to skręciło mi się jądro. Wylądowałem wtedy w szpitalu i znów potrzebny był zabieg. Po dwóch tygodniach próbowałem wrócić do ćwiczeń, ale nie mogłem z powodu bardzo silnego bólu okolic pachwiny. Potrzebna była kolejna operacja, a gdy po trzech miesiącach wiadomo było, że ona nie pomogła, trzeba było wykonać następną. Był to dla mnie kolejny rok wyjęty z życia piłkarskiego.

Jest pan dumnym ojcem. Z dzieckiem nie ma czasu na nudę…
Odkąd pojawiło się w moim życiu dziecko, wszystko się zmieniło. Wszystko staram się podporządkować pod moją córeczkę i zgodzę się, że nie ma czasu na nudę, szczególnie teraz, gdy zaczęła się przemieszczać i trzeba mieć ją cały czas na oku. Myślę, że czas pokaże czy pójdzie w stronę sportu czy jednak w innym kierunku. Nie mam jasno określonych planów. Będę ją wspierał w tym, co ona będzie chciała robić.

Gra z orzełkiem na piersi jest wyjątkowa. Każdemu życzę występu w drużynie narodowej, bo jest to wspaniałe uczucie.

Grał pan w reprezentacji Polski do lat 21. Był to dla pana szczególny okres?
Tak, wspominam go bardzo dobrze. Gra z orzełkiem na piersi jest wyjątkowa. Każdemu życzę występu w drużynie narodowej, bo jest to wspaniałe uczucie. Szczególnie zapamiętam mecz przeciwko Ukrainie, gdzie strzeliłem bramkę.

W drugiej lidze nie brakuje dalekich wyjazdów. Jak regeneruje się pan w podróży?
Myślę, że jest to element, który towarzyszy mi od początku seniorskiej przygody z piłką, więc zdążyłem się już do tego przyzwyczaić. Dodatkowo staram się zakładać bieliznę kompresyjną, co ułatwia mi zniesienie długiej podróży bez żadnych problemów.

Czego życzyć panu w 2022 roku? Ma pan jakieś konkretne plany?
Przede wszystkim zdrowia, bo w ostatnich latach go zabrakło i nie mogłem się cieszyć z gry w piłkę. Jeżeli będzie zdrowie, to reszta sama się ułoży. Jeśli chodzi o konkretne plany, to chciałbym awansować z Chojniczanką na zaplecze ekstraklasy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Kamil Mazek z Chojniczanki Chojnice: Odkąd pojawiło się dziecko, wszystko się zmieniło - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie